Qlimax 2011 - krytyka pomogła. Efekty widoczne gołym okiem. AFTERFILM
Qlimax 2010 został przez większość osób słuchających hardstyle’u zgodnie uznany za najgorszą odsłonę tego flagowego eventu Q-Dance. Sami Holendrzy przyznali, że w zeszłym roku masa rzeczy poszła nie tak jak powinna, a wprowadzone zmiany okazały się niewypałem.
Automatycznie spadło zainteresowanie imprezą, a duża część uczestników zeszłorocznej edycji stwierdziła, że to już koniec i nic nie uratuje Qlimax przed skreśleniem go z kalendarza imprez. Q-Dance spotkała tak duża krytyka, że agencja przy okazji ujawnienia trailera do tegorocznej edycji przyznała się do porażki i obiecała poprawę. Część z obietnic została spełniona, część nie do końca, trzeba jednak stwierdzić, że edycje 2010 i 2011 dzieli wręcz przepaść, a Holendrzy pokazali dlaczego uznaje się ich za jednych z najlepszych organizatorów dużych imprez muzycznych.
Pierwsze pozytywne zmiany można było zauważyć jeszcze przed wejściem do Gelredome. Do tej pory bramy otwierano około godziny 21, co niestety zawsze kończyło się tym, że znaczna część ludzi nie wchodziła do środka przed rozpoczęciem imprezy. W tym roku postanowiono to zmienić i bramy otworzono jeszcze przed godziną 20:30, dzięki czemu o 22 Gelredome było zapełnione do końca i każdy kto chciał, uczestniczył w imprezie od samego początku. Niestety w tym roku jedną z charakterystycznych cech Qlimax był ogromny ścisk i duchota. Oczywiście nie było to tak uciążliwe jak w zeszłym roku, kiedy to zwykła „wycieczka” do baru czy wc trwała nawet kilkadziesiąt minut, jednak dało się odczuć, że w Gelredome została zajęta cała możliwa przestrzeń. Co za tym idzie, klimatyzacja (przynajmniej na płycie boiska) nie dawała rady, a temperatura była zbyt wysoka. Przyglądając się wszystkiemu z trybun dało się zauważyć, że puste niegdyś miejsca np. obok wyjść na zewnątrz obiektu (do „palarni” i toi toi) były zajęte . Mimo to, niezwykle sprawnie działały wszystkie punkty gastronomiczne, a dostanie się w dowolne miejsce stadionu zajmowało nie więcej niż kilka minut. To zasługa przede wszystkim dużej liczby wyjść i wejść na sektory, a także szerokich schodów, które sprawiały, że ludzie przemieszczali się swobodnie. To powrót do sprawdzonych nawyków, które gwarantują uczestnikom imprezy naprawdę duży komfort.
Uwagę od razu zwracał wystrój obiektu. Zrezygnowano z chybionego pomysłu umieszczenia sceny na jednej z dłuższych trybun i umieszczono ją na trybunie bocznej. Powrócono także do znanego z edycji 2008 i 2009 elementu z opuszczaniem kurtyny przed drugim setem imprezy, co po raz kolejny świetnie się sprawdziło i dodało imprezie charakteru. Sama scena oraz wszystkie dodatkowe elementy naprawdę robiły wrażenie, ale trzeba przyznać, że w pewnych momentach można było wycisnąć jeszcze więcej instalacji. Nie dotyczy to wejść poszczególnych artystów - znowu były zróżnicowane i robiły ogromne wrażenie. Właśnie w tych momentach oświetlenie, miotacze ognia (które wreszcie pojawiały się częściej, podobnie jak w edycjach sprzed kilku lat) i cała reszta pokazywały swoje możliwości. Niestety znowu nie wykorzystano w pełni telebimów - nie pojawiały się na nich zbyt często elementy związane z motywem przewodnim tegorocznej edycji. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że nie do końca spełniono zapowiedzi, w których mówiono o wykorzystaniu elementów z poprzednich dziewięciu edycji imprezy. Jedynym, który dawał jasne skojarzenia był kawałek „The Prophecy”, który sprawił, że czuło się ciarki na plecach. Niestety więcej nawiązań do zeszłych lat nie było. Nie licząc użycia w pewnych momentach wizualizacji takich jak łańcuchy, które pojawiły się w latach 2006-2007. To niestety za mało, a możliwości na tym polu były ogromne. Trzeba też zwrócić uwagę, na to, że po wielu latach artyści przestali być przebierani, a ich charakteryzację ograniczono do pomalowania twarzy. Dla jednych może to być minus, dla drugich plus, należy jednak przyznać, że to na pewno większa swoboda dla samych artystów podczas występów. W zeszłym roku niektóre stroje były wręcz śmieszne, a ich rozmiary na pewno uniemożliwiały występującym dj’om sprawną obsługę konsolety.
Jednym z mocnych elementów edycji z roku 2010 było nagłośnienie. Niestety w pewnych momentach było ono tak głośne, że w efekcie kilkadziesiąt osób mieszkających w pobliżu Gelredome złożyło skargi. Postanowiono więc, że w roku 2011 co trzy minuty będzie miał miejsce pomiar liczby decybeli i w razie przekroczenia pewnej granicy, dźwięk zostanie ściszony. Doprowadziło to do tego, że przez większość imprezy dźwięk wydobywał się jedynie z wiązek głośników umieszczonych po bokach sceny, co sprawiało że osoby siedzące na trybunach czy też stojące w znacznej odległości od dj’ki nie mogły nacieszyć się w pełni mocą drzemiącą w nagłośnieniu. W pewnych momentach włączano inne wiązki głośników, ale po pewnym czasie znowu je wyłączano. O ile nagłośnienie czasem pozostawiało trochę do życzenia, to na pewno takich problemów nie będzie w przypadku zapisu video imprezy. W tym roku oprócz dvd oczywiście w jakości HD, impreza była rejestrowana za pomocą kamery firmy RED, którą umieszczono na podeście w vdj’ce. Q-Dance opublikowało już część filmów nagranych za jej pomocą na swoim kanale YouTube. Podobnie postąpiono w przypadku Qore 3.0, umieszczając na wspomnianym portalu całe sety w postaci filmów.
Ogromnym plusem imprezy był jej poziom muzyczny. Pierwszy set zagrał młody szwedzki artysta - Stana, który złożył swojego seta z kawałków techtrance oraz hardtrance. Jego set stał na niezwykle wysokim poziomie, co zapewne pomoże młodemu artyście w dalszym rozwoju jego kariery. Należy przyznać, że Q-dance doskonale wiedziało co robi stawiając na niego już od zeszłego roku. Widać ogromną pracę jaką Stana wykonał od czasu Defqon.1 2010. Szkoda jedynie tego, że podczas jego występu nagłośnienie pracowało na pół gwizdka i nie pozwalało wielu znakomitym produkcjom na pokazanie pazura. Wart uwagi jest fakt, że Stana zagrał aż trzy własne mashup’y złożone z kawałków innych producentów. Nie byłoby w tym niczego ciekawego gdyby nie to, że szwedzki artysta robi to coraz częściej i lepiej, widocznie zaczynając specjalizować się w łączeniu (często na żywo) kilku produkcji jednocześnie. Dobrego seta, wbrew temu co myślano zagrał Coone. Tracklista nie składała się w jego przypadku jedynie z kawałków znajdujących się na wydanej przez niego nie tak dawno płycie „The Challenge”. Oprócz nich pochodzący z Belgii artysta wykorzystał produkcje m.in. Technoboya, Stephanie czy też D-Block & S-Te-Fan.
Sporym zaskoczeniem był występ Headhunterz, który od jakiegoś czasu zapowiada zmianę swojego stylu gry. Podczas Qlimax 2011 dało się zauważyć, że swoje zamiary wprowadził w życie. Set w jego wykonaniu był bardzo mocny i wyraźnie różni się od tych, które podopieczny Prophet’a grał jeszcze kilka miesięcy temu. O tym, że Headhunterz modyfikuje nieco swój styl i zaczyna grać mocniej świadczyć może m.in. fakt, że coraz częściej wykorzystuje on kawałki artystów, którzy od dawna produkują wyjątkowo ciężkie produkcje. Mowa tu na przykład o B-Froncie, którego dwie produkcje znalazły się na trackliście opisywanego seta. O ile pierwsze trzy sety były wyjątkowo dobre, to Zany i The Pitcher, którym pomagał DV8, ponieśli porażkę na całej linii. Ich występ w ogóle nie pasował do mrocznego klimatu, jaki Q-dance postanowiło przywrócić podczas Qlimax. Większość kawałków jakie zagrali Ci artyści posiadało cukierkowe vocale, doskonale nadające się do rozgłośni radiowych serwujących swoim słuchaczom dance’owe produkcje, brzmiące jakby zostały stworzone w kilka minut. O wiele lepiej poradzili sobie Noisecontrollers, którzy podobnie jak Headhunterz zapowiedzieli zaraz po Qlimax, że w przyszłym roku zmienią nieco styl swojej gry, a ich występ w Gelredome miał pokazać fanom hs’u czego mogą się spodziewać. Trzeba przyznać, że są to zmiany na lepsze, a set chociaż złożony praktycznie wyłącznie z tracków wspomnianego duetu, to był bardzo ciekawy. W przypadku Zatox’a nie trzeba się rozpisywać. Włoski artysta zagrał seta podobnego do innych swoich występów - mocnego, szybkiego i na bardzo wysokim poziomie - rozpoczął od „No Way Back” czyli tegorocznego hymnu. Należy zaznaczyć, że efekty pirotechniczne, które można było zobaczyć w tym momencie nie były już tak efektowne jak te, które widzieli uczestnicy Qlimax w latach 2005-2008. Niemniej jednak set Zatoxa był dobry, ale niestety niezbyt różnił się od jego pozostałych tegorocznych występów. W swoim stylu zagrali przedstawiciele A2 Records czyli Ran-D, a także Adaro, który dołączył do niego, aby wspólnie zagrać seta jako Gunz For Hire. Oba występy były podobne do większości poprzednich, jakie dane było usłyszeć ludziom zgromadzonym w Gelredome. Ostatni set, obchodzącego w tym roku 25-lecie swojej pracy artystycznej Propheta, należy wrzucić do worka, w którym znajduje się jedynie set Zanyego i The Pitchera. Doświadczony i mający na swoim koncie wiele sukcesów artysta nie popisał się i widać było, że próbował (jak od kilku lat zresztą) przekonać ludzi, że nustyle’owe dźwięki są lepsze od starych. Większość kawałków, które zagrał były niestety tylko marnymi remixami stworzonymi z przymusu. Idealnym przykładem jest „Shizzle My Dizzle”, którego przerobienie na nustyle’owy kawałek wywołało niedawno wręcz oburzenie niektórych fanów artysty.
Tegoroczny Qlimax pokazał, że marka jaką stworzono na przestrzeni ostatnich kilku lat jest oczkiem w głowie holenderskiej agencji i że po zeszłorocznej wpadce zrobi ona wszystko, aby nadal był on uznawany za jedną z najlepszych imprez indoor. Poprawiono masę błędów, dołożono nowe elementy. Po raz kolejny spisali się ludzie, którzy stworzyli doskonały klimat, szczególnie na samym początku imprezy. Pomógł im w tym Ruffian, który wreszcie pokazał na co go stać. Lata 2007-2010 odznaczały się tym, że nie robił on zbyt wiele i stał na uboczu poza momentami kiedy pojawiał się nowy artysta lub następowało zakończenie czy też rozpoczęcie imprezy. W tym roku sytuacja było zgoła inna - najpopularniejszy MC doskonale animował publiczność od samego początku aż do końca, za co należą mu się brawa, ponieważ wykonał niesamowitą robotę. Także inne elementy jak wystrój czy też występy poszczególnych artystów były o niebo lepsze niż rok temu. W przypadku minusów na pewno największymi była duchota i ścisk. Nagłośnienie nie zawsze było takie jak być powinno, jednak nie jest to wina organizatorów lecz władz miasta, które podjęły taką a nie inną decyzję. Podsumowując trzeba przyznać, że tegoroczna edycja Qlimax stała na wysokim poziomie (co było zapewne spowodowane również rosnącą pozycją Hard Bass organizowanego przez B2S także w GelreDome), a w przyszłym roku można spodziewać się równie ciekawego eventu. Póki co warto przypomnieć sobie co działo się 26 listopada i życzyć sobie, aby każda kolejna impreza masowa w przyszłym roku była równie emocjonująca.
Plusy:
- poziom muzyczny
- klimat
- scenografia i oświetlenie
- Ruffian
- gastronomia
- ogólne przygotowanie obiektu
- ogromny postęp w stosunku do poprzedniego roku
Minusy:
- w niektórych momentach nagłośnienie
- Zany, The Pitcher, The Prophet
- duchota i ścisk
Waszym zdaniem
(2012-01-10 13:27:59)
(2011-12-29 17:13:56)
(2011-12-24 15:05:36)
(2011-12-16 15:49:14)
(2011-12-14 16:04:34)